Przejdź do treści
Strefa wiedzy o SI · 18 min czytania

Jak zostać terapeutą i diagnostą integracji sensorycznej w Polsce — stan na 2026 rok

31 maja, 2026 · Instytut SI

Na grupach dla pedagogów i fizjoterapeutów co tydzień ktoś pyta o to samo: „Chcę robić SI — od czego zacząć?”, „Gdzie zrobić kurs SI? „, „Studia czy kurs integracji sensorycznej, co polecacie? „. Pod spodem dwadzieścia odpowiedzi, z których połowa się wyklucza. Jedni mówią, że wystarczy kurs weekendowy. Inni, że bez magisterki z fizjoterapii nie ma sensu próbować. Jeszcze inni straszą, że „zaraz będzie ustawa i wszystko się zmieni”.

Prawda jest taka, że ścieżka do gabinetu SI nie jest szczególnie skomplikowana, ale jest chaotycznie opisana. Krzyżują się tu przepisy oświatowe, medyczne i cały rynek pozaformalnych certyfikatów, który żyje własnym życiem niezależnie od ustawodawcy. Rozplątajmy to.

Z integracją sensoryczną jestem związany od 13 lat. To wtedy wpadłem na pomysł, żeby zebrać w jednym miejscu znakomitych ludzi z obszaru SI. Tak zaczęła się moja przygoda z prowadzeniem placówki szkolącej pod nazwą Centrum Integracji Sensorycznej©.

O szkoleniach, kursach i studiach z zakresu SI wiem dużo. Ale jeszcze więcej wiem o tym, że terapeutą integracji sensorycznej nie zostaje się w sali wykładowej. Zostaje się nim na podłodze gabinetu. Bardzo cenię naukę i teorię, bo bez nich nie ma dobrej praktyki. Ten wpis jest jednak o tym, jak naprawdę zostać terapeutą SI. A wiedza, której uczymy na naszych kursach i studiach, pochodzi właśnie stamtąd, z gabinetu.

Zawsze przypomina mi się pewien film, być może już nie krąży po YouTube, z nagraniem dr Ayres. Założycielka teorii integracji sensorycznej prowadzi na nim diagnozę i terapię dziecka w niewielkiej salce. Bez katedry, bez sceny, bez slajdów. Tylko ona, dziecko i prawdziwa praca. I dokładnie tak widzę wspaniałych praktyków, których spotkałem na tej drodze. Ludzi z pasją i z misją.

Bo dobry terapeuta SI nie rodzi się z dyplomu. Rodzi się z tysięcy godzin spędzonych z dzieckiem na macie. Z setek diagnoz. Z błędów, które przekuł w doświadczenie. Z pytania „dlaczego to dziecko reaguje właśnie tak” zadawanego sobie raz za razem, aż padnie odpowiedź.

Dlatego każdy wykładowca IIS jest praktykiem. Nie ma tu osób przypadkowych. Każdy ma albo miał swój gabinet, w którym spędził tysiące godzin. I każdy chce tę wiedzę przekazać dalej. Nie teorię o terapii, ale samą terapię, taką, jaka jest naprawdę.

Takich ludzi skupia Instytut Integracji Sensorycznej. I takich będzie skupiać Akademia Praktyków SI(wkrótce szczegóły). To nie kolejna szkoła. To miejsce, w którym praktyk uczy się od praktyka.

Jeśli dopiero zaczynasz tę drogę i szukasz miejsca, w którym nauczysz się terapii od ludzi, którzy naprawdę ją prowadzą, to zapraszam Cię do Akademii Praktyków SI. A jeśli sam jesteś praktykiem z gabinetu i czujesz, że masz co przekazać dalej, odezwij się, bo właśnie takich ludzi szukam do współtworzenia tego projektu. Napisz do mnie w.modzelewski@instytutsi.pl. Zaczynamy nowy rozdział i jest w nim miejsce dla każdego, kto traktuje integrację sensoryczną jak misję. Sprawdź Naszych ekspertów wykładowców a to z pewnością ropzwieje Twoje wątpliwości co do wyboru placówki w której chcesz studiować. Wszystkich Naszych wykładowców sprawdzisz na stronie- Nasi Wykładowcy i Praktycy Instytutu Integracji Sensorycznej.

Diagnosta i terapeuta SI to nie są dwa osobne zawody

Jeśli zastanawiasz się, jak wejść do tego zawodu, prawdopodobnie utknąłeś już na pierwszym rozdrożu: diagnoza czy terapia? Wykształcenie medyczne czy nie? Kurs czy studia? Zanim wydasz kilkanaście tysięcy złotych i poświęcisz rok życia, warto rozłożyć to po kolei. Bez ściemy. Poniżej znajdziesz wszystko: wymagania, ścieżki, koszty, prawo, zarobki i pułapki.

Diagnosta i terapeuta SI to jeden zawód, nie dwa

Zacznijmy od rzeczy, która generuje najwięcej zamieszania. Ludzie szukają osobno informacji o tym, „jak zostać diagnostą SI” i „jak zostać terapeutą SI”, jakby to były dwie różne profesje. Nie są. W każdym liczącym się programie szkoleniowym, czy to kursowym, czy akademickim, dostajesz jeden certyfikat, który obejmuje i diagnozę, i terapię. Nie da się w Polsce zrobić szkolenia „tylko z diagnozy” albo „tylko z terapii”. Taki podział po prostu nie istnieje. A jeśli gdzieś go spotkasz, omijaj to miejsce z daleka.

Co innego praktyka. Znam terapeutki, które po dziesięciu latach w gabinecie mówią wprost: „Ja już tylko diagnozuję, terapię prowadzą moje młodsze koleżanki”. Ale to jest ich decyzja zawodowa, a nie efekt innego certyfikatu.

Co właściwie robi terapeuta SI na co dzień

Sala z huśtawkami? Tak, ale to spore uproszczenie. Sesja trwa 45-50 minut i z zewnątrz wygląda jak zabawa. To zresztą największy problem wizerunkowy tego zawodu. Rodzice patrzą i myślą: „Płacę 150-180 złotych za huśtanie mojego dziecka?”. A w rzeczywistości terapeuta przez te 45 minut podejmuje kilkanaście mikrodecyzji: zmienia bodźce, obserwuje reakcje posturalne, sprawdza, czy dziecko zaczyna samo regulować napięcie, modyfikuje plan w czasie rzeczywistym, kiedy dziecko się rozpłacze albo odmówi wejścia na platformę.

Do tego dochodzi cała warstwa papierowa, o której rzadko wspomina się na kursach: dokumentacja, programy terapii, „diety sensoryczne” dla rodziców do realizacji w domu, okresowe weryfikacje postępów. Na jedno dziecko w terapii przypada mniej więcej 30-40 minut pracy poza sesją tygodniowo. Przy pełnym kalendarzu (6-7 sesji dziennie) to się kumuluje.

Co właściwie robi diagnosta SI

Diagnoza SI to zwykle dwa, trzy spotkania. Najpierw rozmowa z rodzicem, i to nie jest krótka pogawędka, tylko szczegółowy wywiad: ciąża, poród, kamienie milowe, co dziecko je, jak śpi, jak reaguje na hałas, jak znosi metki w ubraniach, czy kręci się w kółko, czy unika huśtawek na placu zabaw. Potem obserwacja kliniczna i baterie testów.

Na koniec diagnosta pisze dokument: kilka stron z wynikami, interpretacją i zaleceniami. To nie jest orzeczenie poradni psychologiczno-pedagogicznej (PPP) i nie zastępuje opinii PPP, ale leży na stole obok niej, kiedy rodzice składają wnioski o wczesne wspomaganie rozwoju, kształcenie specjalne albo dofinansowanie z PFRON. To nie jest zwykły papier. To diagnoza procesów przetwarzania sensorycznego, albo, jak kto woli, opinia czy diagnoza SI.

Kto w ogóle może startować

Tu jest dużo mitów. Nie, nie wystarczy mieć licencjat z pedagogiki i „lubić dzieciaki”. Ale nie, nie trzeba też być lekarzem.

Wymogi są dość konkretne. Magisterium z jednego z tych kierunków: pedagogika lub pedagogika specjalna, psychologia, logopedia (w tym neurologopedia), fizjoterapia. Część programów akceptuje też wychowanie fizyczne z przygotowaniem pedagogicznym, terapię zajęciową, a w niektórych ośrodkach również lekarzy i pielęgniarki. Znam wyśmienitych terapeutów SI, którzy weszli do zawodu z innych kierunków niż wymienione, ale wiem też, że po kursie dorabiali fizjoterapię albo pedagogikę.

Większość ośrodków szkoleniowych dopuszcza na kurs wprowadzający osoby z licencjatem, ale do pełnego szkolenia dającego uprawnienia diagnostyczno-terapeutyczne wymagane jest magisterium. Do tego zwykle potrzeba minimum dwóch lat doświadczenia w pracy z dziećmi. To zapis wynikający z karty kwalifikacji w Zintegrowanym Systemie Kwalifikacji.

Socjolog, dietetyk, pedagog po licencjacie? Najpierw trzeba uzupełnić kwalifikacje: studia podyplomowe z pedagogiki specjalnej albo magisterka z odpowiedniego kierunku. Nie ma drogi na skróty. A jeśli ktoś oferuje kurs SI bez sprawdzania wykształcenia, to powinien być pierwszy sygnał alarmowy.

Status prawny, czyli bałagan, który warto rozumieć

Ustawa o zawodach medycznych: terapeuty SI tam nie ma

Ustawa z 17 sierpnia 2023 r. o niektórych zawodach medycznych (Dz.U. 2023 poz. 1972), obowiązująca od 26 marca 2024 r., reguluje piętnaście zawodów: terapeutę zajęciowego, optometrystę, technika masażystę i dwanaście innych. Terapeuty SI na tej liście nie umieszczono. To znaczy, że terapeuta SI nie jest zawodem medycznym w rozumieniu ustawy, nie podlega wpisowi do Centralnego Rejestru Osób Uprawnionych do Wykonywania Zawodu Medycznego i nie podlega regulacjom z tego rejestru.

Czy to dobrze, czy źle? Zależy, kogo spytasz. Brak regulacji oznacza niższe bariery wejścia, ale też mniejszą ochronę tytułu zawodowego.

Jest za to wpis w Zintegrowanym Systemie Kwalifikacji, i to sporo zmienia

19 października 2023 r. Minister Zdrowia obwieścił włączenie do ZSK kwalifikacji rynkowej „Diagnozowanie, planowanie i prowadzenie terapii integracji sensorycznej” (Monitor Polski, poz. 1182). Wpis w Zintegrowanym Rejestrze Kwalifikacji: ID 14091, kod 7C722400018.

Dlaczego to ważne? Bo po raz pierwszy istnieje formalny, państwowy standard tego, co terapeuta SI powinien umieć. Konkretnie: kwalifikacja jest na 7. poziomie Polskiej Ramy Kwalifikacji, czyli na odpowiedniku magisterium. Orientacyjny nakład pracy to 500 godzin (300 teoria, 50 diagnoza, 150 terapia). Do walidacji trzeba mieć magisterium plus co najmniej rok i 200 godzin praktyki diagnostyczno-terapeutycznej. Certyfikat jest ważny 5 lat. Żeby go przedłużyć, trzeba udokumentować minimum 200 godzin praktyki rocznie, i to nie jest formalność, bo znam osoby, które po urlopie macierzyńskim musiały nadrabiać godziny, żeby zmieścić się w limicie.

Wpis do ZSK nie oznacza, że trzeba mieć ten konkretny certyfikat, żeby pracować. Dotychczasowe certyfikaty stowarzyszeń branżowych dalej funkcjonują. Ale w przetargach publicznych i sporach kompetencyjnych ten wpis zaczyna mieć znaczenie, bo jest czymś, na co można się powołać w piśmie do urzędu.

Rozporządzenie o kwalifikacjach nauczycieli, czyli temat dla pracujących w szkole

Rozporządzenie MEiN z 14 września 2023 r. (Dz.U. 2023 poz. 2102), paragraf 32, mówi wprost: żeby prowadzić zajęcia SI w przedszkolu lub szkole, potrzebujesz studiów wyższych z fizjoterapii, psychologii lub pedagogiki, kursu SI co najmniej II stopnia albo studiów podyplomowych z SI, plus przygotowanie pedagogiczne. To twarda podstawa prawna, na którą powołuje się dyrektor placówki przy zatrudnieniu. Bez tego nie ma etatu.

A co z NFZ?

Krótko: samodzielnej refundacji godziny SI w gabinecie prywatnym nie ma. I raczej prędko nie będzie. Zaburzenia przetwarzania sensorycznego nie mają osobnej kategorii w ICD-10, a terapia SI nie figuruje w wykazie świadczeń gwarantowanych.

Jest jednak niuans, który umyka wielu osobom. SI bywa realizowana w ramach kontraktów NFZ na rehabilitację dziecięcą. Ośrodki dziennej rehabilitacji dziecięcej, oddziały dzienne dla dzieci z zaburzeniami rozwojowymi: tam SI jest jednym z elementów terapii, obok fizjoterapii, logopedii, psychoterapii. Terapeuta SI pracujący w takim ośrodku jest opłacany z kontraktu NFZ, ale nikt mu nie płaci „za SI”. Płacą za rehabilitację.

Dwie drogi do certyfikatu i kilka bocznych ścieżek

Droga kursowa: I i II stopień (sensoKlinika)

Model klasyczny wygląda tak: dwa stopnie. Kurs I stopnia to 40-50 godzin dydaktycznych (teoria, neurobiologia, podstawy obserwacji). Sam I stopień nie daje żadnych uprawnień. Można po nim napisać w CV „ukończyłem kurs I stopnia SI”, ale nie można ani diagnozować, ani prowadzić terapii.

Kurs II stopnia to 150-230 godzin (łączny wymiar zależy od ośrodka), kilkanaście dni zjazdowych. Tu jest mięso: nauka diagnozy z testami standaryzowanymi, interpretacja wyników, planowanie terapii, prowadzenie sesji pod okiem instruktora. Na końcu egzamin i certyfikat.

Łączny koszt samych kursów na rynku to 5000-9500 zł, w zależności od ośrodka. Czas: 3 tygodnie w wakacje albo 9-14 miesięcy od pierwszego zjazdu do certyfikatu, nie licząc kolejki na zapisy.

Droga studiów podyplomowych (sensoAkademia i sensoStudia)

Dwa lub trzy semestry, 330-450 godzin, cena od 4000 do ponad 9000 zł. Wygodniejsze dla osób pracujących, bo wiele programów ma moduły online (teoria, neurobiologia), a warsztaty i superwizje robi się na weekendowych zjazdach. Dodatkowy plus: świadectwo ukończenia studiów podyplomowych z pieczątką renomowanej uczelni działa na dyrektorów placówek lepiej niż certyfikat stowarzyszenia. To nie powinno mieć znaczenia, ale ma.

W Instytucie Integracji Sensorycznej prowadzimy studia podyplomowe z Uczelnią Korczaka, Akademią Nauk Stosowanych, jedną z pierwszych uczelni niepublicznych w Polsce. Studia prowadzimy w Warszawie, Bielsku-Białej i Gdańsku w trybie hybrydowym: moduły teoretyczne online, zjazdy weekendowe stacjonarnie, superwizje z naszymi instruktorami. Mamy też programy autorskie dedykowane wyłącznie fizjoterapeutom oraz krótkie kursy specjalistyczne dla osób z certyfikatem terapeuty SI, które chcą się doszkolić w konkretnym obszarze.

Intensywne programy kondensowane

Część rynku poszła w stronę intensywnych programów, w których pełen materiał przerabiany jest w ciągu kilku tygodni zjazdów. Koszt 8000-9500 zł, krótki kalendarz, ale wymagania wobec uczestnika proporcjonalnie wyższe. Tak działają letnie kursy i studia w rodzaju sensoKliniki czy sensoAkademii. Kto ma urlop i determinację, da radę. Kto próbuje łączyć to z pełnym etatem, raczej nie.

Praktyki, bez których nie ma certyfikatu

Każdy poważny program wymaga 40-60 godzin praktyk klinicznych. To nie są zajęcia na uczelni. To siedzenie w prawdziwym gabinecie, obserwowanie prawdziwych sesji, a potem prowadzenie diagnozy pod okiem instruktora, który patrzy ci na ręce i mówi: „Nie, źle interpretujesz ten wynik oczopląsu porotacyjnego, sprawdź jeszcze raz”. Bez tych godzin nie ma certyfikatu.

Realny budżet, którego nikt uczciwie nie liczy

Sam kurs lub studia podyplomowe to 4000-9500 zł. Ale to nie jest cały koszt.

Do tego dochodzą pomoce diagnostyczne: podręczniki, arkusze testowe, kołowrotki (1500-2000 zł). Superwizje to 1000-1500 zł. Ewentualne dodatkowe szkolenia z testów standaryzowanych: 800-1500 zł. Dojazdy na zjazdy (bo nie każdy mieszka w Warszawie, Gdańsku czy Bielsku-Białej) zależą od sytuacji, ale kilkaset złotych trzeba doliczyć.

Realistycznie: 10 000-14 000 zł za samą specjalizację, bez studiów magisterskich.

A jeśli liczyć od zera, od matury, to pięć lat studiów magisterskich plus rok specjalizacji SI. Sześć lat. Większość ludzi zaczyna kurs SI po 3-5 latach pracy w poradni, przedszkolu czy gabinecie fizjoterapeutycznym, kiedy już wiedzą, że to jest to, czym chcą się zajmować.

Kto szkoli i na co zwrócić uwagę

Na rynku działa kilkanaście ośrodków szkoleniowych: stowarzyszenia branżowe, instytuty, fundacje i szkoły wyższe prowadzące studia podyplomowe. Różnice między nimi sprowadzają się do kilku kwestii: którą szkołę diagnozy stosują (klasyczne testy SCSIT/SIPT z USA, polskie testy standaryzowane, autorskie modyfikacje), jak szeroko integrują SI z innymi metodami (NDT-Bobath, terapia widzenia, terapia ręki) i na ile mocno profilują się pod konkretne grupy pacjentów: autyzm, MPD, zaburzenia neurorozwojowe.

Przy wyborze ośrodka zwróć uwagę na kilka rzeczy. Ile godzin praktyk klinicznych jest w programie, bo 40 godzin to minimum, a część ośrodków oferuje więcej. Kto prowadzi zajęcia: praktycy z aktywnych gabinetów czy wykładowcy akademiccy bez kontaktu z pacjentem. Czy program obejmuje superwizje. I wreszcie, czy certyfikat końcowy jest rozpoznawany przez pracodawców w Twoim regionie.

Narzędzia diagnostyczne, które musisz znać

Testy Południowo-Kalifornijskie (SCSIT) i SIPT to klasyka od Jean Ayres. Nadal używane, ale normy mają kilkadziesiąt lat i są amerykańskie. Starsi terapeuci znają je lepiej niż polskie testy, młodsi uczą się już głównie na nowych narzędziach.

Polskie testy standaryzowane do diagnozy integracji sensorycznej. Znormalizowane na polskich dzieciach w wieku 4-9 lat, dostępne od 2021 roku. To pierwsze narzędzie diagnostyczne stworzone i wystandaryzowane w całości w Polsce.

Kwestionariusze obserwacyjne: Profil Sensoryczny Dziecka (wypełnia rodzic), arkusze prób rozwojowych APR 2-4 (klasyfikacja L.J. Miller dla dzieci młodszych, których nie da się badać standardowymi procedurami).

Obserwacja kliniczna: próby ruchowe, ocena napięcia mięśniowego, koordynacja, ruch okoruchowy. To nie jest test z arkuszem. To oko i doświadczenie terapeuty.

Zarobki, czyli temat, w którym danych jest mało

Oficjalnych, porównywalnych danych o zarobkach terapeutów SI po prostu nie ma. Ten zawód nie został uwzględniony w Ogólnopolskim Badaniu Wynagrodzeń. Co jest? Rozbieżne źródła.

Jeden z dużych portali z ogłoszeniami o pracę (aktualizacja z marca 2026, próba: 14 wynagrodzeń) podaje 12 930 zł miesięcznie. Inny agregator (dane z kwietnia 2026) podaje 9 756 zł miesięcznie. Te liczby wyglądają na zawyżone przez oferty z dużych miast i prywatnych gabinetów z dużym obłożeniem.

Na ziemi wygląda to inaczej. Mniejsze ośrodki płacą startującym terapeutom 3000-5000 zł brutto. Doświadczeni terapeuci w sektorze publicznym dostają do 8000 zł brutto. W prywatnym gabinecie sesja kosztuje 100-180 zł w dużym mieście, ale terapeuta pracujący u kogoś dostaje 40-60% tej kwoty.

Najwięcej zarabia się we własnym gabinecie z pełnym kalendarzem. Ale „własny gabinet” to lokal, sprzęt za 25-60 tysięcy złotych, marketing, księgowość, BHP i zero pewności, czy pacjenci będą przychodzić regularnie. To biznes, nie etat.

Gabinet: co trzeba mieć i ile to kosztuje

Sala SI: 24-35 m² (niektórzy dopuszczają do 50 m², ale większa sala to pogłos, rozproszenie dziecka, problemy z nadwrażliwością słuchową). System podwieszeń typu T lub U na stropie, kilka typów huśtawek (platforma, oponka, hamak-gniazdo), trampolina, deski równoważne, deskorolka terapeutyczna, beczka, materace, kładki fakturowe, piłki, materiały dotykowe, narzędzia do terapii ręki, narzędzia obciążeniowe.

Koszt wyposażenia to 25 000-60 000 zł, zależnie od tego, czy kupujesz produkty certyfikowane jako wyroby medyczne (droższe), czy ich odpowiedniki nieobjęte certyfikacją (tańsze, ale mniej „obronne” w razie kontroli).

Formalności? Prostsze, niż myślisz. CEIDG, kod PKD 85.69.Z (działalność wspomagająca edukację) albo 86.90.E (pozostała działalność zdrowotna), forma opodatkowania i startujemy. Nie trzeba rejestrować podmiotu leczniczego, jeśli nie deklarujesz świadczeń medycznych. Sanepid sprawdzi ogólne warunki higieniczne. Spółka z o.o. ma sens dopiero przy kilku salach i zespole.

Co dalej po certyfikacie

Certyfikat to przepustka, nie cel. Większość ludzi po pierwszym roku pracy idzie na kursy doszkalające w wąskich obszarach: SI a zaburzenia mowy, SI niemowląt, SI przy autyzmie, terapia ręki, sensomotoryczna terapia widzenia, integracja odruchów pierwotnych. Koszt takiego kursu to 800-2000 zł.

W Instytucie Integracji Sensorycznej prowadzimy właśnie takie krótkie szkolenia specjalistyczne, dla osób, które mają już certyfikat i chcą pogłębić kompetencje w konkretnym obszarze klinicznym.

Superwizje stają się standardem, tak jak w psychoterapii. Indywidualne lub grupowe, z doświadczonym terapeutą, który omawia twoje przypadki i mówi ci rzeczy, których nie chcesz słyszeć, ale potrzebujesz. Nowatorski pomysł Instytutu to sensoSieć, Forum Ekspertów SI. Najprawdopodobniej jedyny na świecie „Facebook” dla terapeutów SI.

Wymóg 200 godzin praktyki rocznie przy 5-letnim certyfikacie ZSK działa jak dodatkowy motywator. Nie możesz zrobić certyfikatu i odłożyć go na półkę. Musisz pracować.

Środowisko zawodowe kręci się wokół stowarzyszeń branżowych, kwartalnika „Integracja Sensoryczna”, corocznych konferencji i zamkniętych grup absolwentów poszczególnych ośrodków. To nie jest duże środowisko, wszyscy się znają, co ma swoje plusy i minusy.

Najczęstsze pytania

Czy muszę mieć wykształcenie medyczne? Nie. Pedagogika, psychologia, logopedia w zupełności wystarczą. Fizjoterapeuci i lekarze mają w środowisku silną pozycję, ale formalnie nie są uprzywilejowani.

Ile kosztuje szkolenie z integracji sensorycznej? Na rynku kursy i studia podyplomowe kosztują od 4000 do 9500 zł. Z pomocami diagnostycznymi, superwizjami i doszkalaniami realny budżet to 10 000-14 000 zł.

Ile trwa szkolenie? Droga kursowa: 9-14 miesięcy. Studia podyplomowe: 2-3 semestry. Intensywne programy: 4-6 tygodni zjazdów (ale wymagają pełnej dyspozycyjności).

Czy diagnoza SI to dokument urzędowy? Nie. To dokument specjalistyczny, nie orzeczenie i nie opinia PPP. Ale jest akceptowany jako załącznik do wniosków o WWR, dofinansowania PFRON, programy samorządowe i przez zespoły orzekające.

Czy NFZ refunduje terapię SI? Jako samodzielne świadczenie nie. W ramach kontraktów na rehabilitację dziecięcą tak, ale jako element szerszej terapii, nie osobna pozycja.

Czy da się zrobić kurs online? Teorię tak, większość ośrodków oferuje moduły e-learningowe. Praktykę, diagnozę i superwizje tylko stacjonarnie. Jeśli ktoś oferuje pełny kurs SI w 100% online, uciekaj.

Czy warto?

Tak, pod warunkiem, że masz solidne wykształcenie bazowe, naprawdę chcesz pracować z dziećmi (a nie tylko „lubisz dzieci”, to nie jest to samo) i jesteś gotów na inwestycję rzędu 10-14 tysięcy złotych i roku życia.

Rynek jest chłonny. Zarobki są przyzwoite, choć mocno zależą od formy zatrudnienia i lokalizacji. Brak ustawowej regulacji oznacza, że na razie nie trzeba zdawać państwowego egzaminu, ale to też oznacza, że na rynku jest sporo ludzi z certyfikatami i bez pojęcia, co z nimi robić. Różnicę robi doświadczenie kliniczne, superwizje i ciągłe doszkalanie. Papier sam w sobie nikogo nie zrobi terapeutą.

Jeśli szukasz ośrodka, który łączy studia podyplomowe z realną praktyką kliniczną i superwizjami, zerknij na naszą ofertę na instytutsi.pl. Prowadzimy studia podyplomowe w Warszawie, Bielsku-Białej i Gdańsku, programy dla fizjoterapeutów oraz kursy specjalistyczne dla certyfikowanych terapeutów. Zadzwoń, zapytaj o terminy i o to, czego nie ma na stronie. Chętnie odpowiemy.

A niezależnie od tego, gdzie zdecydujesz się szkolić, sprawdź wpis w Zintegrowanym Rejestrze Kwalifikacji (ID 14091). Tam jest czarno na białym, co musisz umieć, żeby ten zawód wykonywać zgodnie z dzisiejszym standardem. Taką pewność i standard daje Instytut Integracji Sensorycznej.


Artykuł przygotował: Wojciech Modzelewski, założyciel i dyrektor Instytutu Integracji Sensorycznej.

— Zainteresowało Cię? —

Spodobał Ci się ten artykuł?

Zostaw email — wysyłamy nowe artykuły, materiały i informacje o programach dopasowane do Twoich zainteresowań.

Co Cię interesuje?
Zaznacz co najmniej jedno — wyślemy dopasowane treści.
Podziel się:
Powrót do Strefy Wiedzy

Powiązane artykuły

Napisz do nas